Prawdopodobnie najlepszy
portal analityczny w Polsce
poświęcony energetyce



Dlaczego ministrowie kochają Polimex?

Kategoria: Węgiel , Gaz

tagi: Polimex Mostostal Enea PGNiG PGE Energa 

Inwestycja 300 mln zł, które energetyka włożyła w budowlaną spółkę opłaci się tylko wtedy, gdy Polimex  zostanie nie polskim, ale europejskim czempionem. Tyle że na to akurat się nie zanosi.


Złośliwi mówią, że Polimex zostanie uratowany dlatego, że siedzibę i część zakładów produkcyjnych ma w Siedlcach, czyli mieście rodzinnym ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego. Może i jest w tym ziarno prawdy, ale minister skarbu w rządzie PO Mikołaj Budzanowski nie miał nic wspólnego z Siedlcami, a też ratował Polimex. Jakiż nieodparty urok tkwi w tej spółce, że ministrowie kolejnych rządów uznają ją za nieodzowną dla naszej gospodarki?

Polimex  powstał w 1945 r. Miał odbudować gospodarkę ze zniszczeń powojennych. W czasach PRL był perłą socjalistycznej gospodarki – budował wiele obiektów na Bliskim Wschodzie i w Afryce. ALe wiele lat później kontrakty autostradowe i spory z GDDKiA wpędziły Polimex-Mostostal w poważne tarapaty finansowe. Tak poważne, że i realizacja kontraktów energetycznych okazała się ogromnym wyzwaniem.

Pierwsza fala restrukturyzacji ruszyła w 2012 r., kiedy do gry wkroczył minister Budzanowski i  Agencja Rozwoju Przemysłu, obejmując akcje Polimeksu za 200 mln zł. Polimex w konsorcjum z inną spółką, która popadła w tarapaty, raciborskim Rafako, budował już wtedy elektrownię w Kozienicach za 6 mld zł i wygrał przetarg na nowe bloki w Opolu za 11 mld zł.  Epopeja budowlana  z udziałem koncernu przypominała coś w rodzaju opery mydlanej dla budowlańców. Ministerstwo Skarbu obawiało się wówczas, że bankructwo spółki sparaliżuje budowę nowych elektrowni, zdecydowało się więc wspomóc Polimex pieniędzmi ARP. Ale nawet z pomocą konsorcjum nie było w stanie rozpocząć budowy Opola. Niczym rycerz na białym koniu pojawił się francuski gigant Alstom, który dołączył do konsorcjum i wziął na siebie odpowiedzialność.

Potem Polimex w kółko się restrukturyzował i układał z bankami. Zarząd był już nawet tak z siebie dumny, że w opublikowanej w 2015 r. strategii pokusił się o stwierdzenie, że dalsza pomoc nie będzie już potrzebna.
„Strategia zakłada, ze Grupa do 2020 roku nie będzie dokapitalizowana przez akcjonariuszy. Realizacja projektów strategicznych i rozwój działalności spółek segmentowych umożliwią Grupie generowanie nadwyżek środków pieniężnych, które będą przeznaczane na spłatę zadłużenia i kapitał obrotowy” .

Można powiedzieć, że strategia sprawdziła się doskonale – spółka nie została dokapitalizowana przez akcjonariuszy, bo energetyka do nich nie należała.

Tym razem pomoc jest o wiele większa niż w 2012 r. Polimex-Mostostal wyemituje 150 mln nowych akcji, po cenie emisyjnej równej nominałowi, czyli 2 zł. Obejmą je w równych częściach Enea, Energa, PGE i PGNiG Technologie. W ten sposób Polimex zyska 300 mln zł w świeżej gotówce. Dodatkowo w grę wchodzi emisja akcji dla posiadaczy obligacji zamiennych. Z tej puli skorzysta głównie Agencja Rozwoju Przemysłu. Walory te przejmie jednak od niej TF Silesia. Dodatkowo 6 mln akcji Polimeksu od ARP odkupią spółki energetyczne.

Jaki jest sens wejścia energetyki do Polimeksu? Głównym motywem jest upewnienie się, że Polimex nie straci płynności i nie zbankrutuje na placach budowy w Kozienicach i Opolu. To opóźniłoby te flagowe, bardzo już zaawansowane projekty. Dodatkowo zagroziłoby pozycji udzielających gwarancje banków – PKO BP i Pekao.
Jak podsumował prezes Polimeksu-Mostostalu w rozmowie z „Parkietem” i „Rz” – „Energetyka, obejmując nasze akcje, uchroniła nie tylko swoje interesy i finanse, ale także interesy i finanse państwa polskiego”. Zwrócił uwagę, że w całej sprawie chodzi nie tyle o gotówkę, co o gwarancje. I to właśnie na nie spółka przeznaczy 100 mln zł pozyskanych z nowej emisji akcji.

Polimex-Mostostal twierdzi, że na kontrakcie w Kozienicach odnotuje ujemną marżę -  strata na projekcie na koniec III kw. 2016 r. wynosiła 119,5 mln zł (w tym rozpoznana rezerwa na stratę, która na 30 września 2016 r. wyniosła 26,45 mln zł). Ile wyniosła na koniec 2016 r., dowiemy się dopiero z rocznego raportu finansowego. I to właśnie środków z nowej emisji PXM użyje na pokrycie dziury kosztowej.

Oznacza to, że Enea jako klient pośrednio pokryje część strat swojego wykonawcy. W styczniu ogłosiła dodatkowo, że odstępuje od naliczania kar umownych, które konsorcjum Polimeksu-Mostostalu i Mitsubishi Hitachi Power Systems Europe GmbH należały się w związku z opóźnieniami. Odstępując od kar umownych i jednocześnie dokapitalizowując Polimex spółki energetyczne, w tym Enea, mocno zmieniają tradycyjną relację klient-wykonawca.

W branży budowlanej tradycją jest, że na placu budowy rządzi zleceniodawca, a wykonawcy w obawie o kary umowne i utratę reputacji dwoją się i troją, by dotrzymać terminów i „dowozić” projekty o jak najwyższej jakości. Przy braku kija w postaci kar, terminowość projektów energetycznych, jak i trzymanie się budżetów staną pod znakiem zapytania.

Na mocy obecnego porozumienia z inwestorami i wierzycielami Polimex-Mostostal dostanie dodatkowo linię gwarancyjną BGK na 240 mln zł - o 100 mln zł większą od tej, którą wynegocjowano przy ratowaniu przed bankructwem w 2014 r. Pytanie czy tak dużego wsparcia od państwowych podmiotów nie zakwestionuje w końcu Komisja Europejska.  

Czytając raporty na temat spółki trudno wyciągnąć wniosek, że bez dokapitalizowania spółka nie byłaby w stanie dokończyć obecnie realizowanych inwestycji. Zdaniem przedstawicieli kontrahentów Polimeksu, z którymi rozmawialiśmy nie ma takich obaw. Wsparcie ma więc służyć uzyskaniu gwarancji bankowych pod  przyszłe kontrakty.  Polimex-Mostostal podpisał już z Rafako porozumienie o wspólnym starcie w walce o kontrakt w Elektrowni Ostrołęka wart 5,5 mld zł. W  powszechnej opinii konsorcjum to jest zdecydowanym faworytem, chociaż zapewne będzie musiało poszukać sobie poszukać trzeciego partnera – zagranicznego, który dostarczy turbinę i wsparcie kapitałowe. Według naszych informacji rozmowy już trwają. Być może partnerem będzie Hitachi, z którym Polimex buduje Kozienice i podpisał też porozumienie o wspólnym starcie na budowę bloku gazowego 460 MW na Żeraniu.

Inne firmy budowlane obawiają się zaburzenia konkurencji. Oficjalnie nikt nie zaprotestował, ponieważ szybko stało się jasne, że to i tak nie przyniesie efektu. Można jednak usłyszeć, że poza kwestią flagowych Kozienic i Jaworzna przejęcie kontroli nad Polimeksem nie ma dla energetyki żadnego sensu – rynek ten jest dziś rynkiem odbiorcy, więc uprzywilejowanie jednego z dostawców poskutkuje prawdopodobnie wzrostem kosztów. Na rynku jest wielu dostawców, którzy na skutek spadku produkcji budowlanej mocno konkurują o zlecenia.

Pojawiają się również obawy, że spółki Skarbu Państwa będą udzielać Polimeksowi zleceń z pominięciem prawa zamówień publicznych. Z naszych informacji wynika jednak, że to nie jest możliwe. Pzp przewiduje wyłączenia zamówień sektorowych spod swoich rygorów, ale przypadek Polimeksu na żadne z nich się „nie łapie”. Nie ma na przykład spełnionego warunku osiągania co najmniej 80 proc. przychodów na rzecz spółek energetycznych w okresie 3 wcześniejszych lat.

Samo posiadanie w portfelu spółki zajmującej się działalnością inżynieryjno-budowlaną nie jest wcale takim ewenementem w spółkach energetycznych. Np. francuski gigant Engie ma spółki wykonawcze. Ale trzeba mieć na  nie pomysł.

W rachubach Ministerstwa Energii Polimex ma być państwowym czempionem, który – jak to zresztą ma zapisane w strategii- będzie m.in. modernizował nasze stare ciepłownie oraz budował spalarnie śmieci. Państwowe czempiony trzeba jednak umieć tworzyć. W wielu krajach próbowano, każdemu ministrowi wydawało się, że potrafi, ale udało się niewielu. Często podaje się przykład Korei Płd. Rzeczywiście, władzom koreańskim udało się w latach 70-tych stworzyć kilka takich firm, m.in. hutniczego giganta Posco.  Były one tworzone przede wszystkim po to aby produkować na eksport. Koreański rząd chronił krajowy rynek zapewniając przez jakiś czas swemu „dziecku” opiekę, która stopniowo była zmniejszana. Spółka musiała też zwiększać eksport i zdobywać nowe rynki.

W Ameryce Płd próba zbudowania takich czempionów, które miały zastąpić import produkcją krajową, zakończyła się spektakularnym fiaskiem, bo "czempiony" były drogie i nieefektywne. Zresztą podobną klęskę poniosły państwowe przedsiębiorstwa „realnego socjalizmu”.

Wniosek –„krajowy czempion” wtedy jest prawdziwym czempionem, gdy potrafi być nim również za granicą.

Czy Polimex na to stać? Życzymy spółce jak najlepiej, ale nic w jej wynikach i działalności takiego czempionatu nie zapowiada. W latach 2012-2014 r. udział kontraktów eksportowych  spadł z 31,7 do 19 proc. Portfel zamówień na przyszłe lata wygląda mało zachęcająco: 2016 rok - 2,3 mld zł, 2017 rok - 1,1 mld zł, 2018 rok - 0,4 mld zł; 2019 rok - 0,1 mld zł. Przychody uzyskiwane od energetyki, głównie państwowej, zapewniają ponad 40 proc. wpływów spółki.

Polimex zdobędzie zapewne bezcenne doświadczenia budując elektrownie węglowe, które mógłby wykorzystać w Europie, tyle, że w UE już nowe węglówki nie powstaną, a na świecie też nie ma szans na konkurencję z firmami z Dalekiego Wschodu, za którymi stoi olbrzymie zaplecze i kapitał. Spółka nie liczy się kompletnie w dziedzinie nowych technologii, które szturmem opanowują energetykę. Będzie więc skazana na rolę podwykonawcy.

Jej krajowy czempionat również może być problematyczny, ze względu na przepisy. Polska nie jest Koreą Płd z lat 70-tych, mamy unijne zasady pomocy publicznej oraz przetargów. Ewentualne faworyzowanie Polimeksu w zamówieniach publicznych spowoduje falę skarg i pozwów sądowych, co tylko zwiększy koszty. Tymczasem spółka już teraz wygrałaby konkurs na giełdowego króla pieniaczy, gdyby GPW taki ogłosiła. Nie wiemy czy starczyłoby nam miejsca na opisywanie wszystkich spraw sądowych Polimeksu.  Zamiast tego sporządziliśmy wielce wymowny graf.

Energetyka może i nie straci tych 300 mln zł, które zainwestowała w Polimex. Ale też i wiele nie zarobi, bo spółka w najlepszym razie pozostanie tym, czym jest dzisiaj. Alternatywny scenariusz – pozostawienie Polimeksu samemu sobie - nie przyniósłby żadnej katastrofy gospodarczej. Spółka dokończyłaby budowę Kozienic i Opola, a potem musiałaby sobie radzić sama, a jeśliby sobie nie poradziła, to wraz z portfelem zamówień zostałaby przejęta przez konkurentów.

Na zadane na początku tekstu pytanie - jakiż to urok tkwi w tym Polimeksie, że ratowali ją ministrowie z dwóch wrogich obozów politycznych - musimy uczciwie odpowiedzieć: nie mamy pojęcia.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuje pliki cookie z tej strony.