Prawdopodobnie najlepszy
portal analityczny w Polsce
poświęcony energetyce



Co się dzieje z polskim węglem?

Kategoria: Węgiel

tagi: PGG węgiel kamienny import węgla 

W tym roku polskie kopalnie wydobędą ok. 1,5-2 mln ton mniej węgla kamiennego. W porównaniu z 2016 rokiem od stycznia do lipca import węgla energetycznego wzrósł o 900 tys. ton.

Zacznijmy od zastrzeżenia: rynek węgla energetycznego składa się de facto z dwóch w dużej mierze niezależnych od siebie segmentów: miałów dla energetyki i przemysłu oraz tzw. sortymentów grubych i średnich dla kotłowni i gospodarstw domowych. Te dwa rynki rządzą się zupełnie innymi prawami. Jeśli więc mówimy, że „węgla brakuje” to zawsze trzeba wiedzieć o jakim węglu mówimy. Ponieważ niedawno pisaliśmy o węglu grubym, teraz zajmiemy się głównie miałami dla energetyki.

Choć węgiel kamienny jest najważniejszym polskim surowcem energetycznym, to od 1989 roku nie dorobiliśmy się rynku z prawdziwego znaczenia. Zasady handlu są kompletnie anachroniczne i nieprzejrzyste – nie ma platformy obrotu, hedgingu, kontraktów terminowych. To co jest normą w światowym handlu surowcami, czy chociażby na polskiej giełdzie energii, w polskim handlu węglem jakoś się nie przyjęło. Zresztą w ogóle „zagraniczne nowinki”, takie jak np. standardy oceny złóż wedle ich wartości ekonomicznej (tzw. JORC) też się w Polsce nie zadomowiły, bo wówczas okazałoby się, że węgla mamy znacznie mniej niż mówią szacunki. Do dziś polskie górnictwo posługuje się więc metodologią stworzoną za czasów Bieruta i Minca.

Według danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) od stycznia do lipca 2017 roku polskie kopalnie wydobyły o 2 mln ton węgla energetycznego mniej niż w tym samym czasie rok wcześniej. To przede wszystkim efekt zamknięcia kilku nierentownych kopalń w zeszłym roku. Dla związkowców to oczywiście argument, że zamknięto je niepotrzebnie, chociaż o tym jaki osiągnęłyby wynik ekonomiczny nawet przy dzisiejszych wysokich cenach już nie wspominają.

Spółki górnicze mogły za to wreszcie sprzedać węgiel ze zgromadzonych w poprzednich latach zwałów. Plotki o braku węgla narastały od zeszłego roku, dopingując energetykę do zamawiania maksymalnych dopuszczalnych w kontraktach ilości węgla albo do przyspieszenia dostaw z kolejnych miesięcy. Jak już pisaliśmy, Polska Grupa Górnicza wstrzymała sprzedaż miałów do drobnych odbiorców, bo musiała się wywiązać z dostaw do elektrowni.

A popyt rósł, m.in. dlatego, że  przez znaczną część roku w remoncie były bloki elektrowni Bełchatów, spalającej węgiel brunatny, więc ich rolę przejęła elektrownia Dolna Odra opalana węglem kamiennym. PGE musiała zamówić więcej węgla niż planowała. W rezultacie zapłaciła o 50 gr na gigadżul więcej niż w zeszłym roku, choć zapowiadała, że cena nie wzrośnie.   

Najgorzej zakontraktowała się Elektrownia Ostrołęka (Grupa Energa), która nie dotrzymała limitu obowiązkowych 30-dniowych zapasów węgla i może się liczyć z karą wymierzoną przez Urząd Regulacji Energetyki.

Tego typu problemy między energetykami a górnikami pojawiają się co jakiś czas. Jeśli węgla brakuje, to tradycyjnie co kilka lat wina zrzucana jest na przewoźników. Rzeczywiście, w tym roku mogło pojawić się trochę więcej kłopotów z transportem węgla, bo remontowanych jest kilka ważnych linii, m.in. do Ostrołęki. Ale mimo wszystko ze sprawozdania finansowego PKP Cargo (największego przewoźnika węgla w kraju) za ostatnie półrocze nijak nie wynika, że spółka ma jakieś problemy, np. z wystarczającą liczbą wagonów.  

PKP Cargo przewiozła w pierwszej połowie tego roku 7,7 proc. więcej węgla, niż w tym samym okresie 2016 roku, przy czym zrobiła nawet mniej „tonokilometrów” bo górnicy wydobyli mniej węgla. „Wzrost wolumenu przewozów w I półroczu 2017 r. wynikał m.in. z pozyskania transportów do jednej z większych elektrowni na północy kraju (to właśnie Dolna Odra - red.), w eksporcie do Czech oraz na Słowację i Ukrainę, a także w imporcie z Rosji i tranzycie z portów morskich na Słowację” - czytamy w sprawozdaniu.

W rezultacie mniejszego wydobycia w kraju wzrósł import – od stycznia do końca lipca o 900 tys. ton. Oczywiście głównym dostawcą pozostaje Rosja. Węgiel rosyjski jest jednak droższy niż w zeszłym roku, bo tamtejsze kopalnie także zmniejszyły wydobycie po okresie rekordowo niskich cen dwa lata temu. Największy rosyjski producent – SUEK – poinformował, że w pierwszym półroczu 2017 wydobył o 1 proc. (tj. ok. 300 tys. ton) węgla mniej.

Dodatkowo przez kilka miesięcy remontowano most kolejowy w Brześciu, co nakręcało panikę na rynku. Węglokoks z powodu mocnego spadku eksportu polskiego węgla postanowił zająć się importem. Sprowadził 75 tys. ton surowca z USA. Jednak amerykański węgiel ma bardzo wysoki poziom siarki (ok. 3 proc.) i trzeba go mieszać z mniej zasiarczonym surowcem, co powiększa koszty. 

Również energetyka musiała ratować się importem – elektrownie kupiły 234 tys. ton węgla z zagranicy. To jeszcze niewiele, bo też i ceny węgla na międzynarodowych rynkach i w Polsce zupełnie się rozjechały. Węgiel w portach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) kosztował w lipcu 13,52 zł za GJ, a polski 9,27 zł. Mimo wszystko węgla energetycznego na zimę nie zabraknie, po prostu będzie droższy, co odbije się w cenach ciepła sieciowego w wielu miastach, o czym pisaliśmy już we wrześniu: Ogrzewanie podrożeje, ale nie w całej Polsce.

Z opublikowanych przez PGE danych wynika, że po trzech kwartałach Polska Grupa Górnicza zanotowała zysk netto – 44 mln zł. To jest dobra wiadomość. Zła jest taka, że w całym sektorze znowu niebezpiecznie rosną koszty wydobycia. Koszt produkcji jednej tony jeszcze w styczniu wynosił 252 zł, a od stycznia do lipca już 268 zł. Od kwietnia pogarsza się wynik na tonie (i na GJ) wydobytego węgla.

Tymczasem PGG czeka jeszcze ostry spór zarządu ze związkowcami o nowe zasady wynagradzania pracowników, które mają być stopniowo wprowadzane. Pensje mają przede wszystkim zależeć od wyników. Spółka zapewne nie wykona planu wydobycia na ten rok (czyli 34 mln ton). Prawdopodobnie zabraknie ok. 1,5 mln ton.

Ceny węgla w przyszłym roku powinny spaść, bo już są mniejsze w portach ARA. Jeśli będą rosnąć koszty, to PGG (bo jej przede wszystkim dotyczy ten problem) prędzej czy później znowu popadnie w straty.

Dane, o ile nie podano innego źródła, pochodzą z Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. Oddział w Katowicach, dane przetworzone  na podstawie wyników badania statystycznego statystyki publicznej „Górnictwo węgla kamiennego i brunatnego”, prowadzonej przez Ministra Energii i realizowanego przez ARP S.A. O/Katowice".


 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuje pliki cookie z tej strony.