Prawdopodobnie najlepszy
portal analityczny w Polsce
poświęcony energetyce



Tobiszowski o budowie kopalni Złoczew: tu nie ma o czym dyskutować

Kategoria: Węgiel

tagi: węgiel brunatny inwestycje finansowanie inwestycji Grzegorz Tobiszowski Ministerstwo Energii PGE ZE PAK redukcja emisji Unia Europejska Komisja Europejska Polityka energetyczna Polski polityka energetyczno-klimatyczna 

W tym roku powinna zapaść pozytywna decyzja o budowie kopalni, która wydłuży pracę największej polskiej elektrowni – poinformował wiceminister energii. Na drodze mogą jednak stanąć miliardowe koszty.

– W tym roku muszą wystąpić rozstrzygnięcia inwestycyjne w wielu obszarach, abyśmy dali informacje w co idziemy i zamknąć do pewnego etapu dyskusję. W tym roku musi zapaść rozstrzygnięcie w sprawie Złoczewa. Tu nie ma o czym dyskutować i mam nadzieję, że ono już de facto jest i to już tylko kwestia decyzji administracyjnych – poinformował w środę w Sejmie wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski. – Minister Tchórzewski pojechał dzisiaj z tymi założeniami [na spotkanie z przedstawicielami Komisji Europejskiej – red.] i będzie je prezentować – dodał.

Miliardy złotych na Złoczew

Jednak wbrew pozorom to nie unijne przepisy mogą się okazać największą przeszkodą w realizacji tej inwestycji. Po pierwsze kopalnia będzie kosztować ok. 5 mld zł i już od dawna menadżerowie PGE nieoficjalnie mówią, że spięcie finansowania dla niej może być niewykonalne. Po drugie odkrywka jest oddalona od elektrowni o ponad 50 km. Dla węgla brunatnego to na tyle dużo, że rozważano nawet budową zupełnie nowej elektrowni obok złoża Ta kosztowałaby jednak kolejnych 10 mld zł.

Wiceminister Tobiszowski poinformował wczoraj portal WysokieNapiecie.pl, że brany pod uwagę jest w tej chwili przede wszystkim transport węgla koleją. To znacznie podniesie jednak koszty operacyjne. Węgiel brunatny to w połowie woda, której transport słono kosztuje. W dodatku zimą bez kosztownego ogrzewania zamarzałby w wagonach. A takich transportów musiałoby trafiać z kopalni do elektrowni od 2 do 3 tysięcy rocznie, czyli jeden pociąg towarowy co trzy godziny przez całą dobę 365 dni w roku.

Trzeci problem, to niekorzystne warunki geologiczne. Złoże o grubości 50 metrów zalega na głębokości aż 200 metrów pod ziemią. To oznacza ogromne koszty wybierania ziemi i pompowania wód – ponad dwukrotnie wyższe, niż dziś w kopalni Bełchatów.

Czwarty problem, to wiek elektrowni. Uruchomione w latach 80. bloki energetyczne pierwszą młodość mają już za sobą. Znacznie młodszy jest tylko jeden z nich, który będzie pracować do 2044 roku. Po remontach generalnych starsze bloki przepracują jeszcze ok. 15 lat, czyli tyle, na ile wystarczy im węgla w eksploatowanych dzisiaj odkrywkach. Zatem udostępnieniu złoża Złoczew będą musiały towarzyszyć jeszcze miliardowe inwestycje w samej elektrowni. W tym samym czasie PGE ma wybudować elektrownię atomową za 45-55 mld zł i być może farmy wiatrowe na morzu za kolejnych 13 mld zł.

Zobacz także: W Polsce kończy się węgiel

Ościsłowo bez pozwolenia środowiskowego

Tobiszowski poinformował ponadto, że oprócz kopalni Złoczew, rząd przewiduje w najbliższym czasie budowę odkrywki węgla Ościsłowo. Inwestycja wydłużyłaby pracę dwóch siłowni wchodzących w skład ZE PAK (kontrolowanego przez miliardera Zygmunta Solorza-Żaka) – elektrowni Pątnów II i zmodernizowanych bloków elektrowni Pątnów I. Wiceminister zwrócił jednak uwagę, że w tym wypadku inwestycję hamuje resortem środowiska. – Co do Złoczewa szybko się porozumieliśmy. Natomiast w przypadku Ościsłowa jest grubszy problem – przyznał.

Decyzję środowiskową dla nowej odkrywki zablokowała Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Zarzuciła ZE PAK, że lej depresji powstały w wyniku odwadniania istniejącej już odkrywki Jóźwin IIB wywiera decydujący wpływ na opadanie lustra kilku jezior, co najlepiej widać na jeziorze Wilczyńskim (straciło już kilka metrów głębokości). RDOŚ zwrócił uwagę, że rozpoczęcie odwodnienia planowanej odkrywki Ościsłowo jeszcze pogorszy sytuację. Tymczasem teren jest chroniony jako obszar Natura 2000 i jego pogorszenie możliwe jest tylko pod warunkiem, że inwestor skompensuje straty przyrodnicze w innym miejscu. Tymczasem zdaniem wiceministra środowiska Mariusza Gajdy ZE PAK nie chce przyznać, że jezioro wysycha z powodu działalności kopalni.

– Widziałem  jezioro Wilczyńskie, widziałem też wyschnięty odcinek Noteci na długości 40 km, którego wyschnięcie  jest spowodowane działalnością kopalni. Nie ma się  co oszukiwać, tak jest – stwierdził tymczasem miesiąc temu w Sejmie wiceminister Gajda. Jak tłumaczył, oddziaływanie na środowisko pozwoliłoby zmniejszyć przepompowywanie wód zalewających kopalnię z powrotem do jeziora Wilczyńskiego. Taką operację mógłby współfinansować państwowy Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Ten odrzuca jednak wniosek, bo aby wydać pieniądze przewidziane na ograniczanie szkód górniczych, kopalnia najpierw musiałaby przyznać, że to jej wina, co oznaczałoby wzięcie na siebie części kosztów. Wiceminister energii poinformował wczoraj w Sejmie, że ma nadzieję, iż resort środowiska na spotkaniu zaplanowanym na 11 lipca przedstawi działania niezbędne do tego, aby kopalnia uzyskała ostatecznie pozwolenie środowiskowe.

Gubin w kolejce

W zaprezentowanych w środę wynikach analiz zespołu roboczego pod patronatem Ministerstwa Energii wynika, że trzecim projektem, który powinien zostać zrealizowanym w perspektywie 2030 roku jest kompleks energetyczny Gubin, a więc zupełnie nowa kopalnia z zupełnie nową elektrownią. Całość o mocy ok. 3000 MW kosztowałaby według wstępnych szacunków 25 mld zł. Jednak wiceminister Tobiszowski studzi tutaj zapał ekspertów.

– Gubina na dzisiaj nie jesteśmy w stanie zmieścić w miksie energetycznym, bo albo Gubin albo Złoczew. To mówię uczciwie, bardziej jako Tobiszowski, niż przedstawiciel ministerstwa. W dodatku  Gubin jest związany z wyższymi nakładami inwestycyjnymi, bo trzeba budować elektrownię. Po trzecie mamy problem protestów społecznych, które w ocenie Unii Europejskiej mają jakieś tam znaczenie. To jest coś, z czym się musimy zmierzyć – tłumaczył w Sejmie.

Zobacz: Tak ma wyglądać energetyka w Polsce w 2050

– Te decyzje, jeżeli ich dzisiaj nie zamkniemy, a stworzymy bazę surowcową czy zarezerwujemy odkrywki i nie będziemy rozstrzygać, że nie robimy, ale też nie powiemy, że będziemy robili, ale damy szansę na decyzję kolejnym rządom, to będzie to moim zdaniem logiczne rozwiązanie – dodał.

Tymczasem to właśnie przeciwko takiej postawie najostrzej protestują mieszkańcy Gubina i okolic. Ochrona złoża oznaczać bowiem będzie zakaz budowy nowych budynków, a więc zawieszenie lokalnych społeczności w próżni i to bez odszkodowania. Na te mogliby liczyć dopiero w momencie realizacji inwestycji i wysiedleń, które mogą jednak równie dobrze nigdy nie nastąpić.

Bajpasy finansowe

W zaprezentowanym posłom „scenariuszu rozwojowym” eksperci zaproponowali uruchomienie jeszcze trzech odkrywek – Dęby Szlacheckie, Oczkowice i Legnica. Prezentując program Jacek Szczepiński z Poltegor-Instytutu podkreślił, że inwestycje będą wymagały interwencji publicznej. – Wskazujemy tutaj też bardzo mocno na konieczność wdrożenia dedykowanego mechanizmu wsparcia zapewniającego przewidywalność ekonomiczną projektów inwestycyjnych i jest to w zasadzie niezależne od technologii czy paliwa – powiedział.

Ten ostatni element może przysporzyć najwięcej problemów. Nowoczesne bloki opalane węglem brunatnym są w stanie spełnić najostrzejsze obowiązujące dziś normy ochrony powietrza przed emisją tlenków siarki, azotu, pyłu czy rtęci. Nie spełnią jednak projektowanego limitu emisji CO2 w wysokości 550 g CO2/kWh. Teoretycznie nie muszą, bo Unia nie zamierza zakazywać budowy takich elektrowni, Komisja Europejska chce jednak zakazać dotowania ich z pieniędzy publicznych. Tymczasem – jak podkreślają sami autorzy analizy przygotowanej dla ministerstwa – bez dedykowanego mechanizmu wsparcia (np. rynku mocy) te projekty nie powstaną.

Ministerstwo szuka odpowiedzi na ten problem. – Wczoraj minister Tchórzewski wpisał do założeń projektu, który ma być przyjęty przez rząd, że przy odkrywkach będzie też brany pod uwagę element społeczno-gospodarczy. Mamy bowiem świetne ekologiczne założenia, czyste powietrze, ale co ma się stać po zakończeniu Bełchatowa? Gdzie Ci ludzie mają pracować? – pytał w Sejmie wiceminister Grzegorz Tobiszowski

– Gdy przyjmiemy element społeczny, wtedy możemy budować bajpasy wsparcia finansowego. Jeżeli dopuszczamy element rozwoju regionalnego, rozwoju społeczności lokalnych, to możemy szukać innego finansowania – dodał.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuje pliki cookie z tej strony.