Łupki: Polska wciąż w globalnym peletonie

Kiedy w Polsce toczą się spory o kształt przepisów dla branży łupkowej, na świecie trwa wyścig o to, kto powtórzy amerykańską łupkową rewolucję.

Po serii złych wieści z łupkowego frontu ( kilka firm zrezygnowało z wierceń) wreszcie pojawiły się dobre. 23 stycznia amerykańska firma San Leon Energy poinformowała, że dowierciła się do gazu łupkowego w Lewinie ( woj. pomorskie). Szefowie San Leon deklarują, że wyniki są bardzo obiecujące i wierzą, że kolejne, tym razem poziome wiercenia pozwolą uwolnić duże pokłady gazu zamkniętego w skałach.

Stany Zjednoczone rewolucjonizują światową energetykę dzięki gazowi ze złóż łupkowych. Jak wynika z danych Energy Administration Agency, w USA produkuje się z węgla już tylko 37 proc. energii elektrycznej. Kilkanaście lat temu odsetek ten przekraczał 50 proc. W ślad z rosnącą podażą gazu w USA, jego ceny spadły od 2005 r. o połowę. Gaz tanieje, prąd również, przemysł kwitnie, kraj stanie się samowystarczalny energetycznie, któż by tak nie chciał?

Do wyścigu o powtórkę łupkowego American Dream stanęła i Polska. Według analiz firmy doradztwa strategicznego Boston Consulting Group jako kraj znaleźliśmy się wśród sześciu (poza Stanami Zjednoczonymi) światowych liderów w poszukiwaniach. W mniej więcej tym samym czasie co Polska prace zaczęły również Argentyna, Ukraina, Chiny, Australia i Południowa Afryka. Każde z tych państw dzisiaj mierzy się z innymi wyzwaniami. Często wiążą się one z sytuacją polityczną, społeczną, bądź niepewnością co do przepisów.

Jak idzie innym

Najbardziej obiecującym krajem są Chiny. Produkcja gazu łupkowego już ruszyła, ale wciąż potrzeba gigantycznej pracy. Warunki geologiczne nie są tak korzystne jak w USA. Wysokie koszty wydobycia i regulowane ceny gazu sprawiają, że opłacalność wierceń za łupkami pozostaje niepewna. Tymczasem Chińczycy importują coraz więcej gazu.

Pod względem technicznym dotychczas świetnie radziła sobie Argentyna. Przebadane zasoby  okazały się zdatne do komercyjnej eksploatacji i odpowiednio reagują na szczelinowanie hydrauliczne (to inaczej wpompowywanie do odwiertów wody zmieszanej z chemikaliami pod dużym ciśnieniem, by zwiększyć szczeliny w skałach). Dzisiaj jednak rozwój wydobycia stoi pod dużym znakiem zapytania. Niestabilność ekonomiczna i bardzo słaba waluta popychają zagranicznych inwestorów do ucieczki. Prognozowana na ten rok na nawet 30 proc. inflacja również nie zachęca do angażowania się w odwierty łupkowe w tym kraju.

Niezły start odnotowała Ukraina. Podzieliła łupkowe koncesje między trzech globalnych graczy: Shell, Exxon Mobil i Chevron. – W ukraińskich uwarunkowaniach to najlepsza koncepcja, zapewniająca stabilny rozwój odwiertów. Tam jeśli inwestor zapłacił rządowi, nikt nie będzie kwestionował inwestycji na poziomie lokalnym – mówi jeden z analityków specjalizujących się w branży paliwowej. Jednak ukraińskie łupki są nie w smak Kremlowi. Inwestorzy muszą liczyć się też z poważną niestabilnością społeczno-polityczną, której Ukraińcy doświadczają ostatnio bardzo boleśnie.

Naszą bolączką jest administracja

Na takim tle Polska powinna wyglądać jak ostoja stabilności zapewniająca rozwój biznesu łupkowego. Jest jednak kilka „ale”. Po pierwsze, chodzi o same złoża. Kluczowe będzie udowodnienie, że szczelinowanie daje oczekiwane efekty. Choć słyszeliśmy już o „obiecujących” wynikach prac, to żaden z przeprowadzonych dotychczas odwiertów komercyjnej opłacalności nie dowiódł. Drugim poważnym wyzwaniem pozostaje przyspieszenie tempa działań. By dobrze rozpoznać złoże, potrzeba co najmniej stu odwiertów (nikt nawet nie wspomina o skali zbliżonej do 110 tys. przeprowadzonych w USA i Australii).

Tymczasem firmy łupkowe jak mantrę powtarzają apele o uproszczenie uciążliwych formalności. – Rządowi wydaje się, że do osiągnięcia sukcesu w łupkach potrzebujemy nowych przepisów, ale to nie do końca prawda. To czego naprawdę potrzeba, to przede wszystkim skrócenie absurdalnych procedur. Dobitnie stan rzeczy przedstawił raport Najwyższej Izby Kontroli. Na koncesję lub jej zmianę czeka się średnio ponad cztery miesiące, chociaż nie powinno to trwać dłużej niż 30 dni – mówi osoba związana z jedną z firm wydobywczych.

Przykładem w przyszłości może stać się dla Wielka Brytania. Choć ma kilkakrotnie mniejsze zasoby gazu łupkowego niż Polska, mimo silnych oporów organizacji ekologicznych dała sygnał, że zamierza rozkręcić ten biznes. Brytyjski premier David Cameron zapowiedział, że władze samorządowe, które umożliwią wiercenia na swoich terenach, będą mogły zatrzymać wpływy z tego tytułu w całości, a nie tak jak było dotychczas, tylko w połowie.

Rząd, starając się budować wokół łupków pozytywny klimat, opublikował opracowany przez firmę doradczą AMEC raport, z którego wynika, że przy odpowiedniej skali wierceń wydobycie gazu łupkowego na terytorium Wielkiej Brytanii może w skali roku dwukrotnie przekraczać jego krajowe zużycie.

Aktywność władz zaczyna przynosić skutki. W styczniu 2014 r. francuski Total objął udziały w jednej z koncesji. Dołączył tym samym do GDF Suez i brytyjskiej Centriki, które w ubiegłym roku objęły udziały w koncesjach na terenie północno-zachodniej Anglii.

Światełko w tunelu nadal widoczne

Co sytuacja w innych krajach może oznaczać dla Polski?

- Państwa atrakcyjne dla inwestorów pod względem potencjalnego wydobycia gazu z łupków, to dzisiaj przede wszystkim Wielka Brytania i Ukraina. Bardzo ciekawe informacje dochodzą nas także z Rumunii i Litwy. Czy obecni w Polsce inwestorzy mogą przenieść się do któregoś z tych krajów? To ryzyko zawsze pozostanie realne, dla firm poszukiwawczych liczą się nie tylko zasoby naturalne, ale i otoczenie prawno-regulacyjne. Patrząc z tej perspektywy, szczególnie interesujące mogą być kraje spoza UE, bo tam nie ma problemu z unijnymi rygorami. Trzeba jednak dodać, że na terenie naszego kraju nadal są obecni inwestorzy, którzy są zdeterminowani do kontynuowania poszukiwań i dokumentacji krajowych złóż łupkowych - ocenia Marcin Zięba, dyrektor generalny Organizacji Polskiego Przemysłu Poszukiwawczo-Wydobywczego.

Uspokaja, że rozwój przemysłu łupkowego w Polsce może w tym i przyszłym roku przyspieszyć. - Po stronie Ministerstwa Środowiska widzimy sporo pozytywnych zmian, jeśli chodzi o przebieg prac nad zmianą ustawy Prawo geologiczne i górnicze. Spore nadzieje wśród firm budzą stwierdzenia Sławomira Brodzińskiego, głównego geologa kraju, że nie jest on zwolennikiem powoływania Narodowego Operatora Kopalin Energetycznych. NOKE, lansowany przez poprzednika Brodzińskiego, Piotra Woźniaka, miał być przymusowym mniejszościowym akcjonariuszem wszystkich spółek wydobywających gaz łupkowy.

Nowa ekipa w Ministerstwie Środowiska pracuje nad własną koncepcją regulacji prawnych. A ponieważ urzędnicy  póki co nie przedstawili nam owoców swej pracy, pozostaje cieszyć się z drobnych choć sukcesów geologów z San Leon.

Zobacz także...

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Łupki: Polska wciąż w globalnym peletonie”

  1. Co do Wielkiej Brytanii to nie przesadzałbym z nadmiernym optymizmem. Tutaj sytuacja jest o tyle inna od Polskiej, że na miejscu są praktycznie wszystkie regulacje, system jest sprawdzony w ogniu kilku dekad branży naftowej, ale do tej pory odwierty poszukiwawcze można policzyć na palcach jednaj ręki a szczelinowanie było jedno.
    Owszem, Cameron mówi i działa, ale opór jest duży, nawet w łonie rządowej koalicji, nie mówiąc już o lobbystach. Najlepiej świadczy o tym fakt, że póki co żadna duża firma na razie o koncesje łupkowe nie pyta – czekają na rozwój wydarzeń.
    Do tego Brytyjczycy są w o tyle dobrej sytuacji, że mają realne alternatywy dla łupków – własne złoża konwencjonalne (ponad 20 mld bboe nadal jest pod Morzem Północnym), atom czy nieporównywalny do polskiego potencjał OZE. Dlatego moim zdaniem Brytyjczycy za łupki umierać nie będą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

Tutaj możesz to wprowadzić