Energetyka odnawialna będzie bankrutować. Rząd nie pomoże

Energetyka odnawialna będzie bankrutować. Rząd nie pomoże

Wsparcie elektrowni wykorzystujących odnawialne źródła energii (OZE) spadło w czwartek do najniższego poziomu w historii. Ceny tzw. zielonych certyfikatów dobiła informacja rządu, że planuje od przyszłego roku ograniczyć obowiązek ich zakupu. W najgorszej sytuacji są najmniejsi inwestorzy. Mniej zapłacą jednak odbiorcy.

Wbrew oczekiwaniom części inwestorów, w przyszłym roku sprzedawcy energii nie będą musieli wylegitymować się zakupem przynajmniej co piątej kilowatogodziny ze źródeł odnawialnych.

Łączny obowiązek zakupu energii elektrycznej z OZE wyniesie w 2017 roku nie 20%, jak przewidziano w ustawie o odnawialnych źródłach energii, ale 16% (zgodnie z ustawą rząd może ograniczać ten obowiązek rozporządzeniem). Z tego 0,5% będzie musiało zostać zrealizowane za pomocą nowych – tzw. niebieskich certyfikatów sprzedawanych jedynie przez biogazownie rolnicze, a 15,5% za pomocą zielonych certyfikatów sprzedawanych przez właścicieli wszystkich pozostałych „zielonych” elektrowni.

Zmniejszenie „zielonego” obowiązku poniżej 20% było oczekiwane na rynku. O planach rządu informował już wcześniej m.in. Obserwator Legislacji Energetycznej portalu WysokieNapiecie.pl. Jednak przynajmniej część inwestorów miała nadzieję, że do tego nie dojdzie. Liczyli, że rząd będzie chciał wesprzeć właścicieli „zielonych” elektrowni utrzymując ustawowe 20%.

Od decyzji o wysokości obowiązku umarzania tzw. zielonych certyfikatów zależy bowiem ich cena na giełdzie. Dlatego po opublikowaniu w czwartek projektu rozporządzenia rządu wycena zielonych certyfikatów na Towarowej Giełdzie Energii sięgnęła historycznego dna – 56,13 zł/MWh, podczas gdy jeszcze na początku 2014 roku były wyceniane prawie pięciokrotnie drożej, a jeszcze w maju ich cena przekraczała 100 zł/MWh.

Na razie zwolnienia pracowników, później upadłości

Zmniejszenie wsparcia o prawie 80%, a jednocześnie spadek cen sprzedaży samej energii sprawiają, że wiele projektów inwestycyjnych stało się nierentownych. Problem dotyka w pierwszej kolejności tych właścicieli ekoelektrowni, którym nie udało się zawrzeć umów długoterminowych na sprzedaż zielonych certyfikatów z dużymi sprzedawcami energii – zwłaszcza drobnych inwestorów i rolników. Jednak kłopoty już dawno dotarły także do pozostałych przedsiębiorców, bo część sprzedawców zwraca się do nich z propozycją nie do odrzucenia – obniżenia ceny certyfikatów ustalonej w umowie długoterminowej.

{related}W ten sposób na progu rentowności stanęły zarówno gminne elektrociepłownie na biomasę, biogazownie, farmy wiatrowe i małe elektrownie wodne, jak również współspalanie biomasy w dużych elektrowniach węglowych. Różnica jest jednak taka, że ta ostatnia technologia bazuje przede wszystkim na kosztach zmiennych - zakupie biomasy od rolników - i przy niskich cenach zielonych certyfikatów elektrownie przestały ją kupować i współspalać (w pierwszym półroczu produkcja energii w tej technologii była o połowę niższa, niż rok wcześniej). Pozostałe technologie wymagały jednak nakładów inwestycyjnych, a więc zaciągnięcia kredytów. Im mniejszy przedsiębiorca, tym droższy zaciągał kredyt na zwykle mniej efektywną instalację – w efekcie produkuje energię drożej i potrzebuje wyższego wsparcia.

Gdy byli to rolnicy i drobni przedsiębiorcy, w bardzo wielu przypadkach – jak wyjaśnia nam przedstawiciel jednego z banków kredytujących takie inwestycje – zaciągali zobowiązania w oparciu o osobisty majątek – m.in. gospodarstwa rolne. Problem może pojawić się też po drugiej stronie – wielu kredytów udzielały lokalne SKOK-i, dla których takie inwestycje mogą mieć istotny wpływ na wynik finansowy.

Na razie drobni inwestorzy dopłacają z własnej kieszeni, która ma jednak swoje dno. Większe firmy, zwłaszcza z sektora wiatrowego, są już w trakcie zwalniania pracowników (tylko w tej branży pracuje ok. 8 tys. ludzi) i obniżania wynagrodzeń. Część zagranicznych inwestorów już zupełnie wycofuje się z Polski, zwalniając lokalnych pracowników.

Zyskują największe grupy

Na niskich cenach zielonych certyfikatów zarabiają natomiast największe, kontrolowane przez skarb państwa, grupy energetyczne. Wszystkie generują mniej zielonych certyfikatów, niż muszą posiadać, aby zrealizować ustawowy obowiązek. Przy niższych cenach certyfikatów tracą na własnych farmach wiatrowych (stąd ostatnie miliardowe odpisy aktywów), ale zarabiają w segmencie sprzedaży energii.

Zarabiają dosłownie, bo w tegorocznych taryfach sprzedaży energii odbiorcom domowym Prezes URE zatwierdził im koszty pozyskania zielonych certyfikatów na poziomie ok. 180 zł/MWh – taka ich wartość doliczana jest do rachunków za energię klientów w taryfie G, podczas gdy tegoroczna średnia giełdowa cena certyfikatów do wczoraj wyniosła 96 zł/MWh, a więc o niemal połowę mniej.

(Mniej) zapłacą odbiorcy

Jak tłumaczy w uzasadnieniu projektu rozporządzenia rząd, obniżenie łącznego obowiązku do 16% wynika z „konieczności zabezpieczenia interesów odbiorców końcowych energii elektrycznej przed zbyt gwałtownym wzrostem cen energii elektrycznej”. Z szacunków Ministerstwa Energii wynika, że bez obniżenia obowiązku przeciętne gospodarstwo domowe musiałoby ponieść od 80 gr do 1,60 zł miesięcznie wyższe koszty w rachunkach za energię.

Tymczasem ustawa o OZE już przewidziała dodatkową opłatę w rachunkach za energię przeciętnej rodziny w wysokości 20 gr miesięcznie na sfinansowanie nowych ekoelektrowni (opłatę OZE) i podniosła do 8 zł miesięcznie rodzaj składki na nowe bloki węglowe i modernizację starych elektrowni konwencjonalnych (opłatę przejściową).

Biogazownie rolnicze na wygranej pozycji

Rząd w ustawie i planowanych rozporządzeniach wyraźnie wspiera tylko jedną technologię – biogazownie rolnicze. Około pięćdziesięciu właścicieli takich obiektów wywalczyło sobie osobną pulę tzw. niebieskich certyfikatów. Obowiązek ich zakupu (0,5%) będzie na tyle duży, że ich ceny powinny podskoczyć blisko maksymalnej możliwej wartości – 300 zł/MWh.

Ponadto rząd planuje w pierwszej kolejności zorganizować dla nich aukcje, dzięki którym będą mogły przejść do nowego systemu wsparcia – z zagwarantowaną wartością przychodów. Już na poziomie ustawy zapewniono tylko im wysoką cenę do której będą mogły ubiegać się o wsparcie na aukcjach – 550 zł/MWh.

Zniechęcane miliardy

Zupełny brak wsparcia małych inwestorów może dziwić, bo rząd deklaruję, że to właśnie na polskim kapitale chciałby opierać inwestycje, a rolnicy mają być jednym z filarów rozwoju energetyki odnawialnej w Polsce. Tymczasem poza właścicielami biogazowni rolniczych, pozostali drobni inwestorzy zostali pozostawieni sami sobie.

Odwracanie się rządu plecami także do większych inwestorów także trudno uzasadnić w kontekście podnoszonych przez Ministerstwo Energii wyzwań inwestycyjnych w energetyce opiewających na 100 mld zł. Kontrolowane przez skarb państwa spółki energetyczne nie będą wstanie zaciągnąć kredytów w takiej wysokości. Z kolei wyłącznie polskie banki nie będą wstanie ich udzielić. Aby rozwijać sektor energetyczny potrzebni są prywatni inwestorzy i prywatny kapitał, który w tej chwili jest na najlepszej drodze by polskie projekty oznaczyć etykietą „ryzykowne” i nie finansować ich wcale, bądź doliczyć sobie do takich kredytów dużo wyższą marżę. Tymczasem w kapitałochłonnej energetyce każdy promil wyżej oprocentowania kredytu oznacza dodatkowe złotówki w rachunkach za prąd, które wszyscy zapłacimy.

Zobacz także...

Komentarze

0 odpowiedzi na “Energetyka odnawialna będzie bankrutować. Rząd nie pomoże”

  1. Takie są potencjalne ryzyka działania w wysoce regulowanej branży. Kiedyś uważanej za „bezpieczniejszą” od rynkowej. I niestety trzeba to kalkulować, że zmiana jednej cyferki decyduje o „być albo nie być” części inwestycji. Nie ma co ukrywać, że korzyści skali też mają znaczenie – wszak „to big to fail” to nie nasz wymysł a Amerykanów.

    • [quote name=”Mattt”]Takie są potencjalne ryzyka działania w wysoce regulowanej branży. Kiedyś uważanej za „bezpieczniejszą” od rynkowej. I niestety trzeba to kalkulować, że zmiana jednej cyferki decyduje o „być albo nie być” części inwestycji. Nie ma co ukrywać, że korzyści skali też mają znaczenie – wszak „to big to fail” to nie nasz wymysł a Amerykanów.[/quote]
      Co innego zmiana regulacji mająca wpływ na rentowność, a co innego zmiana regulacji gwarantująca stratę. Obecne dziwaczne manewry z regulacjami OZE mające, moim zdaniem, zniechęcić do działalności w tym sektorze, jeszcze szybciej zrobią z Polski importera energii. Tak się zazwyczaj kończy kopanie z koniem.

      • [quote name=”realista”][quote name=”Mattt”]Takie są potencjalne ryzyka działania w wysoce regulowanej branży. Kiedyś uważanej za „bezpieczniejszą” od rynkowej. I niestety trzeba to kalkulować, że zmiana jednej cyferki decyduje o „być albo nie być” części inwestycji. Nie ma co ukrywać, że korzyści skali też mają znaczenie – wszak „to big to fail” to nie nasz wymysł a Amerykanów.[/quote]
        Co innego zmiana regulacji mająca wpływ na rentowność, a co innego zmiana regulacji gwarantująca stratę. Obecne dziwaczne manewry z regulacjami OZE mające, moim zdaniem, zniechęcić do działalności w tym sektorze, jeszcze szybciej zrobią z Polski importera energii. Tak się zazwyczaj kończy kopanie z koniem.[/quote]

        To trzeba byłoby wchodzic w dyskusję czy zielonych certyfikatów jest za dużo czy współczynnik za mały – cos w stylu co było pierwsze jajko czy kura. Regulacja przewidywała mozliwość ograniczenia współczynnika więc ryzyko nawet utraty rentowności było znane. Nie twierdzę, że jest to zagranie sprawiedliwe, słuszne czy nie fair bo to nie w tych kategoriach.

        Polska jest importerem energii (przynajmniej na półrocze tego roku)więc nie da się „zrobić” czegoś co już mamy a nie jest kompletnie związane z zielonymi certyfikatami.

        • [quote name=”Mattt”][quote name=”realista”][quote name=”Mattt”]Takie są potencjalne ryzyka działania w wysoce regulowanej branży. Kiedyś uważanej za „bezpieczniejszą” od rynkowej. I niestety trzeba to kalkulować, że zmiana jednej cyferki decyduje o „być albo nie być” części inwestycji. Nie ma co ukrywać, że korzyści skali też mają znaczenie – wszak „to big to fail” to nie nasz wymysł a Amerykanów.[/quote]
          Co innego zmiana regulacji mająca wpływ na rentowność, a co innego zmiana regulacji gwarantująca stratę. Obecne dziwaczne manewry z regulacjami OZE mające, moim zdaniem, zniechęcić do działalności w tym sektorze, jeszcze szybciej zrobią z Polski importera energii. Tak się zazwyczaj kończy kopanie z koniem.[/quote]

          To trzeba byłoby wchodzic w dyskusję czy zielonych certyfikatów jest za dużo czy współczynnik za mały – cos w stylu co było pierwsze jajko czy kura. Regulacja przewidywała mozliwość ograniczenia współczynnika więc ryzyko nawet utraty rentowności było znane. Nie twierdzę, że jest to zagranie sprawiedliwe, słuszne czy nie fair bo to nie w tych kategoriach.

          Polska jest importerem energii (przynajmniej na półrocze tego roku)więc nie da się „zrobić” czegoś co już mamy a nie jest kompletnie związane z zielonymi certyfikatami.[/quote]
          Szkoda, że kolega nie wykazuje podobnej rynkowej radykalności przy topieniu kolejnych milirdów złotych na ratowanie nieratowalnego górnictwa weglowego czy też przy dopłatach do górniczych emerytur.

          • [quote name=”realista”][quote name=”Mattt”][quote name=”realista”][quote name=”Mattt”]Takie są potencjalne ryzyka działania w wysoce regulowanej branży. Kiedyś uważanej za „bezpieczniejszą” od rynkowej. I niestety trzeba to kalkulować, że zmiana jednej cyferki decyduje o „być albo nie być” części inwestycji. Nie ma co ukrywać, że korzyści skali też mają znaczenie – wszak „to big to fail” to nie nasz wymysł a Amerykanów.[/quote]
            Co innego zmiana regulacji mająca wpływ na rentowność, a co innego zmiana regulacji gwarantująca stratę. Obecne dziwaczne manewry z regulacjami OZE mające, moim zdaniem, zniechęcić do działalności w tym sektorze, jeszcze szybciej zrobią z Polski importera energii. Tak się zazwyczaj kończy kopanie z koniem.[/quote]

            To trzeba byłoby wchodzic w dyskusję czy zielonych certyfikatów jest za dużo czy współczynnik za mały – cos w stylu co było pierwsze jajko czy kura. Regulacja przewidywała mozliwość ograniczenia współczynnika więc ryzyko nawet utraty rentowności było znane. Nie twierdzę, że jest to zagranie sprawiedliwe, słuszne czy nie fair bo to nie w tych kategoriach.

            Polska jest importerem energii (przynajmniej na półrocze tego roku)więc nie da się „zrobić” czegoś co już mamy a nie jest kompletnie związane z zielonymi certyfikatami.[/quote]
            Szkoda, że kolega nie wykazuje podobnej rynkowej radykalności przy topieniu kolejnych milirdów złotych na ratowanie nieratowalnego górnictwa weglowego czy też przy dopłatach do górniczych emerytur.[/quote]

            W sumie to można było się tego spodziewać… co to za temat gdzie nie można w komentarzu napisać o emeryturach górniczych ? Proponuję wzorem jednego z rzymskich senatorów na końcu każdej wypowiedzi wklejać coś o górniczych emeryturach.

            aha! nie wykazuję rynkowej „radykalności” – w tym sektorze wolnego rynku nie było i nie będzie jeszcze długo, długo… może nigdy.

          • [quote name=”Mattt”][quote name=”realista”][quote name=”Mattt”][quote name=”realista”][quote name=”Mattt”]Takie są potencjalne ryzyka działania w wysoce regulowanej branży. Kiedyś uważanej za „bezpieczniejszą” od rynkowej. I niestety trzeba to kalkulować, że zmiana jednej cyferki decyduje o „być albo nie być” części inwestycji. Nie ma co ukrywać, że korzyści skali też mają znaczenie – wszak „to big to fail” to nie nasz wymysł a Amerykanów.[/quote]
            Co innego zmiana regulacji mająca wpływ na rentowność, a co innego zmiana regulacji gwarantująca stratę. Obecne dziwaczne manewry z regulacjami OZE mające, moim zdaniem, zniechęcić do działalności w tym sektorze, jeszcze szybciej zrobią z Polski importera energii. Tak się zazwyczaj kończy kopanie z koniem.[/quote]

            To trzeba byłoby wchodzic w dyskusję czy zielonych certyfikatów jest za dużo czy współczynnik za mały – cos w stylu co było pierwsze jajko czy kura. Regulacja przewidywała mozliwość ograniczenia współczynnika więc ryzyko nawet utraty rentowności było znane. Nie twierdzę, że jest to zagranie sprawiedliwe, słuszne czy nie fair bo to nie w tych kategoriach.

            Polska jest importerem energii (przynajmniej na półrocze tego roku)więc nie da się „zrobić” czegoś co już mamy a nie jest kompletnie związane z zielonymi certyfikatami.[/quote]
            Szkoda, że kolega nie wykazuje podobnej rynkowej radykalności przy topieniu kolejnych milirdów złotych na ratowanie nieratowalnego górnictwa weglowego czy też przy dopłatach do górniczych emerytur.[/quote]

            W sumie to można było się tego spodziewać… co to za temat gdzie nie można w komentarzu napisać o emeryturach górniczych ? Proponuję wzorem jednego z rzymskich senatorów na końcu każdej wypowiedzi wklejać coś o górniczych emeryturach.

            aha! nie wykazuję rynkowej „radykalności” – w tym sektorze wolnego rynku nie było i nie będzie jeszcze długo, długo… może nigdy.[/quote]

            Tutaj pozwolę się nie zgodzić w kwestii wolnego rynku – OZE w Polsce jest do bólu rynkowe i transparentne. Niestety nie można tego powiedzieć o węglowej części energetyki. A wolny rynek zbliża się wielkimi krokami, niezależność energetyczna gospodarstw domowych tak do 3 lat rozwinie się lawinowo. Przykre, że za ideologiczne zacietrzewienie rządzących zapłacimy w najlepszym wypadku kryzysem gospodarczym, bo podwyżki energii wypłoszą przemysł bardzo szybko.

          • [quote name=”Duster”][quote name=”Mattt”][quote name=”realista”][quote name=”Mattt”][quote name=”realista”][quote name=”Mattt”]Takie są potencjalne ryzyka działania w wysoce regulowanej branży. Kiedyś uważanej za „bezpieczniejszą” od rynkowej. I niestety trzeba to kalkulować, że zmiana jednej cyferki decyduje o „być albo nie być” części inwestycji. Nie ma co ukrywać, że korzyści skali też mają znaczenie – wszak „to big to fail” to nie nasz wymysł a Amerykanów.[/quote]
            Co innego zmiana regulacji mająca wpływ na rentowność, a co innego zmiana regulacji gwarantująca stratę. Obecne dziwaczne manewry z regulacjami OZE mające, moim zdaniem, zniechęcić do działalności w tym sektorze, jeszcze szybciej zrobią z Polski importera energii. Tak się zazwyczaj kończy kopanie z koniem.[/quote]

            To trzeba byłoby wchodzic w dyskusję czy zielonych certyfikatów jest za dużo czy współczynnik za mały – cos w stylu co było pierwsze jajko czy kura. Regulacja przewidywała mozliwość ograniczenia współczynnika więc ryzyko nawet utraty rentowności było znane. Nie twierdzę, że jest to zagranie sprawiedliwe, słuszne czy nie fair bo to nie w tych kategoriach.

            Polska jest importerem energii (przynajmniej na półrocze tego roku)więc nie da się „zrobić” czegoś co już mamy a nie jest kompletnie związane z zielonymi certyfikatami.[/quote]
            Szkoda, że kolega nie wykazuje podobnej rynkowej radykalności przy topieniu kolejnych milirdów złotych na ratowanie nieratowalnego górnictwa weglowego czy też przy dopłatach do górniczych emerytur.[/quote]

            W sumie to można było się tego spodziewać… co to za temat gdzie nie można w komentarzu napisać o emeryturach górniczych ? Proponuję wzorem jednego z rzymskich senatorów na końcu każdej wypowiedzi wklejać coś o górniczych emeryturach.

            aha! nie wykazuję rynkowej „radykalności” – w tym sektorze wolnego rynku nie było i nie będzie jeszcze długo, długo… może nigdy.[/quote]

            Tutaj pozwolę się nie zgodzić w kwestii wolnego rynku – OZE w Polsce jest do bólu rynkowe i transparentne. Niestety nie można tego powiedzieć o węglowej części energetyki. A wolny rynek zbliża się wielkimi krokami, niezależność energetyczna gospodarstw domowych tak do 3 lat rozwinie się lawinowo. Przykre, że za ideologiczne zacietrzewienie rządzących zapłacimy w najlepszym wypadku kryzysem gospodarczym, bo podwyżki energii wypłoszą przemysł bardzo szybko.[/quote]

            Jeśli np. zielone certyfikaty, aukcje z gwarancją stałej ceny i bezwzględne pierszeństwo w dostępie do merit order uznać za rozwiązania „do bólu rynkowe” to tak rzeczywiście „wolny rynek”…
            A o ideologicznym zacietrzewieniu to można wiele powiedzieć – niekoniecznie bylibyśmy tutaj zgodni.

          • [quote name=”Mattt”][quote name=”Duster”][quote name=”Mattt”][quote name=”realista”][quote name=”Mattt”][quote name=”realista”][quote name=”Mattt”]Takie są potencjalne ryzyka działania w wysoce regulowanej branży. Kiedyś uważanej za „bezpieczniejszą” od rynkowej. I niestety trzeba to kalkulować, że zmiana jednej cyferki decyduje o „być albo nie być” części inwestycji. Nie ma co ukrywać, że korzyści skali też mają znaczenie – wszak „to big to fail” to nie nasz wymysł a Amerykanów.[/quote]

            Co innego zmiana regulacji mająca wpływ na rentowność, a co innego zmiana regulacji gwarantująca stratę. Obecne dziwaczne manewry z regulacjami OZE mające, moim zdaniem, zniechęcić do działalności w tym sektorze, jeszcze szybciej zrobią z Polski importera energii. Tak się zazwyczaj kończy kopanie z koniem.[/quote]

            To trzeba byłoby wchodzic w dyskusję czy zielonych certyfikatów jest za dużo czy współczynnik za mały – cos w stylu co było pierwsze jajko czy kura. Regulacja przewidywała mozliwość ograniczenia współczynnika więc ryzyko nawet utraty rentowności było znane. Nie twierdzę, że jest to zagranie sprawiedliwe, słuszne czy nie fair bo to nie w tych kategoriach.

            Polska jest importerem energii (przynajmniej na półrocze tego roku)więc nie da się „zrobić” czegoś co już mamy a nie jest kompletnie związane z zielonymi certyfikatami.[/quote]
            Szkoda, że kolega nie wykazuje podobnej rynkowej radykalności przy topieniu kolejnych milirdów złotych na ratowanie nieratowalnego górnictwa weglowego czy też przy dopłatach do górniczych emerytur.[/quote]

            W sumie to można było się tego spodziewać… co to za temat gdzie nie można w komentarzu napisać o emeryturach górniczych ? Proponuję wzorem jednego z rzymskich senatorów na końcu każdej wypowiedzi wklejać coś o górniczych emeryturach.

            aha! nie wykazuję rynkowej „radykalności” – w tym sektorze wolnego rynku nie było i nie będzie jeszcze długo, długo… może nigdy.[/quote]

            Tutaj pozwolę się nie zgodzić w kwestii wolnego rynku – OZE w Polsce jest do bólu rynkowe i transparentne. Niestety nie można tego powiedzieć o węglowej części energetyki. A wolny rynek zbliża się wielkimi krokami, niezależność energetyczna gospodarstw domowych tak do 3 lat rozwinie się lawinowo. Przykre, że za ideologiczne zacietrzewienie rządzących zapłacimy w najlepszym wypadku kryzysem gospodarczym, bo podwyżki energii wypłoszą przemysł bardzo szybko.[/quote]

            Jeśli np. zielone certyfikaty, aukcje z gwarancją stałej ceny i bezwzględne pierszeństwo w dostępie do merit order uznać za rozwiązania „do bólu rynkowe” to tak rzeczywiście „wolny rynek”…
            A o ideologicznym zacietrzewieniu to można wiele powiedzieć – niekoniecznie bylibyśmy tutaj zgodni.[/quote]

            Ech, kiedy trzeba było „wyrabiać” normy unijne to byliśmy cacy. Teraz trzeba szybko znaleźć kasę na trupa węglowego to jesteśmy be i można robić z nami co się chce. Wszystko o czym piszesz to przeszłość. Najfajniejsze jest to że nie zmieniło się jedno- nadal nie mogę sprzedawać energii komu chcę, a ZE nie chce kupować bo ostrzą sobie zęby na kika projektów i czekają bankructw.

          • Dużą część unijnej kasy jaką dostaliśmy na modernizację energetyki wywaliliśmy i wywalamy na głupoty typu współspalanie i inne pseudo restrukturyzacje górnictwa. A teraz dożynamy własne mikro –OZE i udajemy, że damy radę za własne pieniądze odbudować węgiel. Skończy się to oczywiści kolapsem i wielkim importem prądu.

          • [quote name=”Duster”][quote name=”Mattt”][quote name=”Duster”][quote name=”Mattt”][quote name=”realista”][quote name=”Mattt”][quote name=”realista”][quote name=”Mattt”]Takie są potencjalne ryzyka działania w wysoce regulowanej branży. Kiedyś uważanej za „bezpieczniejszą” od rynkowej. I niestety trzeba to kalkulować, że zmiana jednej cyferki decyduje o „być albo nie być” części inwestycji. Nie ma co ukrywać, że korzyści skali też mają znaczenie – wszak „to big to fail” to nie nasz wymysł a Amerykanów.[/quote]

            Co innego zmiana regulacji mająca wpływ na rentowność, a co innego zmiana regulacji gwarantująca stratę. Obecne dziwaczne manewry z regulacjami OZE mające, moim zdaniem, zniechęcić do działalności w tym sektorze, jeszcze szybciej zrobią z Polski importera energii. Tak się zazwyczaj kończy kopanie z koniem.[/quote]

            To trzeba byłoby wchodzic w dyskusję czy zielonych certyfikatów jest za dużo czy współczynnik za mały – cos w stylu co było pierwsze jajko czy kura. Regulacja przewidywała mozliwość ograniczenia współczynnika więc ryzyko nawet utraty rentowności było znane. Nie twierdzę, że jest to zagranie sprawiedliwe, słuszne czy nie fair bo to nie w tych kategoriach.

            Polska jest importerem energii (przynajmniej na półrocze tego roku)więc nie da się „zrobić” czegoś co już mamy a nie jest kompletnie związane z zielonymi certyfikatami.[/quote]
            Szkoda, że kolega nie wykazuje podobnej rynkowej radykalności przy topieniu kolejnych milirdów złotych na ratowanie nieratowalnego górnictwa weglowego czy też przy dopłatach do górniczych emerytur.[/quote]

            W sumie to można było się tego spodziewać… co to za temat gdzie nie można w komentarzu napisać o emeryturach górniczych ? Proponuję wzorem jednego z rzymskich senatorów na końcu każdej wypowiedzi wklejać coś o górniczych emeryturach.

            aha! nie wykazuję rynkowej „radykalności” – w tym sektorze wolnego rynku nie było i nie będzie jeszcze długo, długo… może nigdy.[/quote]

            Tutaj pozwolę się nie zgodzić w kwestii wolnego rynku – OZE w Polsce jest do bólu rynkowe i transparentne. Niestety nie można tego powiedzieć o węglowej części energetyki. A wolny rynek zbliża się wielkimi krokami, niezależność energetyczna gospodarstw domowych tak do 3 lat rozwinie się lawinowo. Przykre, że za ideologiczne zacietrzewienie rządzących zapłacimy w najlepszym wypadku kryzysem gospodarczym, bo podwyżki energii wypłoszą przemysł bardzo szybko.[/quote]

            Jeśli np. zielone certyfikaty, aukcje z gwarancją stałej ceny i bezwzględne pierszeństwo w dostępie do merit order uznać za rozwiązania „do bólu rynkowe” to tak rzeczywiście „wolny rynek”…
            A o ideologicznym zacietrzewieniu to można wiele powiedzieć – niekoniecznie bylibyśmy tutaj zgodni.[/quote]

            Ech, kiedy trzeba było „wyrabiać” normy unijne to byliśmy cacy. Teraz trzeba szybko znaleźć kasę na trupa węglowego to jesteśmy be i można robić z nami co się chce. Wszystko o czym piszesz to przeszłość. Najfajniejsze jest to że nie zmieniło się jedno- nadal nie mogę sprzedawać energii komu chcę, a ZE nie chce kupować bo ostrzą sobie zęby na kika projektów i czekają bankructw.[/quote]

            Wszystko o czym piszę to teraźniejszość.
            A normy unijne nadal „trzeba wyrabiać” tu nic się nie zmieniło.
            Ja tak po ludzku to współczuję bo sam jako inwestor nie raz ponosiłem straty z tytułu takiej a nie innej regulacji… ale to normalna sprawa – bywa.

  2. Tak to jest jak tworzy się sztuczny rynek, sterowany dotacjami (bo wsparcie jest zwykłą dotacją). Absurdalność tych rozwiązań spowodowała już wiele złego. Elektrownie i Elektrociepłownie spalają biomasę by zarabiać, Wiatrakowcy stawiają wiatraki które produkują kilkakrotnie droższy prąd niż el węglowe choć „paliwo” mają za darmo, a płacić ma za to wszystko klient. Absurd. Jeśli OZE jest takie tanie, i takie dobre, powinno się bronić bez spec dopłat i dotacji. Jak można sterować rynkiem i dopłacać jednym kosztem konsumentów. Komuna jakaś czy co??

    • [quote name=”Romek.”] Wiatrakowcy stawiają wiatraki które produkują kilkakrotnie droższy prąd niż el węglowe choć „paliwo” mają za darmo, a płacić ma za to wszystko klient. Absurd. Jeśli OZE jest takie tanie, i takie dobre, powinno się bronić bez spec dopłat i dotacji. Jak można sterować rynkiem i dopłacać jednym kosztem konsumentów. Komuna jakaś czy co??[/quote]
      Napisz może konkretniej – ilukrotnie droższy jest prąd produkowany przez wiatraki w stosunku do prądu z węgla?

    • Wbrew pozorom energia z one jest coraz tańsza. Jak? Wiatr i słońce jest za darmo. Kosztuje tylko sprzęt, maszt, generator,panel,okablowanie. Po 10 latach przeważnie już jest zwrot i produkcja energii jest jeszcze tańsza, zostaje koszt serwisowania napraw. Polska za kilka lat będzie miała poważny problem z energią węglowa. Po pierwsze miliardów trzeba dołożyć do kopalń żeby te były w stanie wydobyć drogi i coraz gorszy węgiel, po dwa przy wzroście gospodarki budowa bloków energetycznych to spory kosz, po trzy energia z węgla jest tania bo elektrownie węglowe już się kosztów zwróciły,więc generują zysk, po czwarte mamy coraz gorsze powietrze.

    • Ad vocem i do zastanowienia przytaczam zgodnie z artykułem następujące wartości: 20gr/miesiąc dopłaty do OZE, 8zł/miesiąc dopłaty do węgla. Pytanie: Elektrownie konwencjonalne bronią się bez specjalnych dopłat i dotacji?

      • [quote name=”Jerzy”]Ad vocem i do zastanowienia przytaczam zgodnie z artykułem następujące wartości: 20gr/miesiąc dopłaty do OZE, 8zł/miesiąc dopłaty do węgla. Pytanie: Elektrownie konwencjonalne bronią się bez specjalnych dopłat i dotacji?[/quote]

        Sądzi Pan że wystarczy tak to przedstawić ? A system zielonych certyfikatów to za 0 złotych jest ? i do jakiej ilości energii produkowanej dopłacamy ?

  3. The value of green certificates was destroyed by an unfair competition policy, i.e. support for old hydro and co-firing. The Commission knows this and has a decision coming out in SA 37224 which is likely to fix it. The reported decision in SA 37345 was only on the excise tax credit issues in the program. Once the old hydro is voided out and co-firing certificates are retroactively only worth 50%, then there will be no over-accumulation and no ongoing surplus. The government may know this and had to lower the quota obligation, because it is going to be difficult to meet with auctions delays, a major reduction in the certificate portfolio being held, and a lower rate of certificates awarded in the market.

  4. …a tak na marginesie – wczorajsze minimum indeksu PMOZE_A raczej w mniejszym stopniu wynika z publikacji projektu rozporządzenia o obowiązku zakupu PMOZE na 2017 r, a w większym jest wynikiem przypadkowej transakcji na rynku ciągłym. Przy małych obrotach jedna transakcja może sporo namieszać.

  5. ..[quote name=”Lechu”]…a tak na marginesie – wczorajsze minimum indeksu PMOZE_A raczej w mniejszym stopniu wynika z publikacji projektu rozporządzenia o obowiązku zakupu PMOZE na 2017 r, a w większym jest wynikiem przypadkowej transakcji na rynku ciągłym. Przy małych obrotach jedna transakcja może sporo namieszać.[/quote]
    No i się pomyliłem – dzisiaj świadectwa po 50,00 zł. Wygląda na to że nikt nie chce ich kupować bo obroty rok to roku spadły o jakieś 30%. Najwidoczniej koncerny znowu „wolą” płacić opłatę zastępczą 250 zł. Taka nasza, nadwiślańska ekonomia korporacyjna.

    • Lechu, opłata zastępcza to już ponad 300 zł. Jedyna szansa na poprawienie sytuacji na rynku certyfikatów to uznanie przez KE przyznawania certyfikatów dla wspóspalania na niezgodne z przepisami. A na to się nie zanosi.

    • [quote name=”Lechu”]..[quote name=”Lechu”]…a tak na marginesie – wczorajsze minimum indeksu PMOZE_A raczej w mniejszym stopniu wynika z publikacji projektu rozporządzenia o obowiązku zakupu PMOZE na 2017 r, a w większym jest wynikiem przypadkowej transakcji na rynku ciągłym. Przy małych obrotach jedna transakcja może sporo namieszać.[/quote]
      No i się pomyliłem – dzisiaj świadectwa po 50,00 zł. Wygląda na to że nikt nie chce ich kupować bo obroty rok to roku spadły o jakieś 30%. Najwidoczniej koncerny znowu „wolą” płacić opłatę zastępczą 250 zł. Taka nasza, nadwiślańska ekonomia korporacyjna.[/quote]

      A ja Panu mówię kupuj gdy krew się leje 🙂
      Gdybym mógł brałbym po trochu – za rok, dwa lata… > 100%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

Tutaj możesz to wprowadzić